Zdrowa miłość i obsesyjna miłość

Z obsesyjną miłością masz do czynienia wtedy, gdy wszystkie twoje myśli znajdują się we władzy tego uczucia. Lęk przed odrzuceniem pchnie cię do czynienia rzeczy do tej pory niewyobrażalnych; będziesz śledzić, prześladować i zadręczać telefonami.
Obsesyjna miłość, to głęboko skrywana wewnętrzna udręka, lub ślepa, toksyczna namiętność. Wtedy raj zmienia się w piekło, oddanie w wykorzystywanie i poniżenie, pragnienie bliskości miesza się z wściekłością i zazdrością.

Obsesyjni kochankowie są zaabsorbowani całkowicie, aż do bólu, rzeczywistym, lub wymarzonym kochankiem. Odczuwają niezaspokojoną tęsknotę za tym, by posiadać obiekt swojej obsesji, lub być przezeń posiadanym. Obiekt ich uczuć odrzuca ich, lub pozostaje w jakiś sposób nieosiągalny fizycznie, bądź emocjonalnie. Nieosiągalność obiektu, lub odrzucenie przezeń prowadzi do działań autodestrukcyjnych. Wszelkie inne objawy miłości w porównaniu z obsesją wydają się monotonne i pospolite. Miłość obsesyjna wydaje się gwałtownym, kuszącym światem podwyższonej emocjonalności i ponadzmysłowej seksualności.
Filmy i piosenki, starają się przekonać nas, że miłość dopiero wtedy jest prawdziwa, gdy pochłania wszystko inne.

W rzeczywistym świecie obsesyjni kochankowie wprawdzie unoszą się na fali radosnej nadziei i podwyższonej zmysłowości, ale nieuchronnie musza zapłacić za swoje nierealne oczekiwania rozczarowaniem, pustką i rozpaczą. Obsesyjna miłość ma niewiele wspólnego z miłością, wiele łączy ją z tęsknotą. Tęsknota jest pragnieniem czegoś, czego się nie posiada.
Nawet wówczas, gdy obsesyjnych kochanków łączy jakiś związek, nie mają wystarczająco dużo tego, czego by chcieli. Zawsze pragną więcej miłości, więcej uwagi, więcej zaangażowania, więcej ponawianych zapewnień o zaufaniu. Bez względu na to, jak bardzo obiecujący może się wydawać związek na początku, nienasycona, wymagająca natura obsesji odstręcza w końcu większość obiektów.
Niezależnie od tego, jak bardzo kochającymi mogą się wydawać obsesyjni kochankowie, rządzą nimi ich własne potrzeby i pragnienia, często ze szkodą dla nich samych.
Zdrowa miłość dąży do zaufania, troskliwości i wzajemnego szacunku.
Z drugiej strony, obsesyjna miłość jest zdominowana przez strach, pragnienie posiadania i zazdrość, jest także zmienna. W efekcie nigdy nie zadawala, nigdy nie syci i rzadko przynosi radość.
Obsesyjni kochankowie koncentrują całą swoją uwagę na swym kochanku, zawężając coraz bardziej swój świat przez zaniedbywanie pracy, rodziny, przyjaciół i znajomych.
Wraz z zawężaniem się ich świata odpowiednio zwiększa się pragnienie ukochanej osoby.
Gdyby przestała odwzajemniać ich uczucia, cios byłby nie do zniesienia.
Odrzucenie jest dla obsesora największym koszmarem.
Obsesor nie przyjmuje do wiadomości utraty kochanka, lub malejącego zainteresowania z jego strony. Przeciwnie, coraz rozpaczliwiej pożąda miłości obiektu swoich uczuć.
Odrzucenie wyzwala obsesyjną miłość.

Obawa przed odrzuceniem może dla nich znaczyć tyle samo, co rzeczywiste odrzucenie i często prowadzi do zachowania irytującego partnera i prowokuje właśnie do odrzucenia, którego tak się obawiają. Często obawa ta staje się samosprawdzającą się przepowiednią.

Odtrącenie może u każdego otworzyć śluzy emocjonalnego bólu - bólu związanego z uczuciem poniżenia, uczuciem, że jest się kimś nieodpowiednim, bólu związanego z odżywaniem doświadczeń odrzucenia z przeszłości.
Ból , bez względu na to, czy ma charakter fizyczny, czy emocjonalny - jest sposobem, w jaki natura informuje nas, że coś wymaga naprawienia.
Naturalną reakcją na ból jest chęć zaradzenia mu.
Zdrowi kochankowie radzą sobie z bólem odtrącenia konstruktywnie.
Jakkolwiek może to nie być łatwe, przyjmują swój ból do wiadomości, zdają sobie sprawę, że są na przegranej pozycji, potrafią odciąć się od kochanków, z którymi się rozstali.
Większość jednak obsesyjnych kochanków nie umie się oddzielić.
Zamiast tego próbują "coś zrobić" ze swoim bólem, uciekając się do pewnych stałych, powtarzających się zachowań: jest to wymierzanie sobie kary, lub dokuczanie obiektowi.
Obsesorzy starają się uciec od odczuwanego bólu przez zapamiętanie się w tym, co robią.
To przełożenie bolesnych odczuć na negatywne zachowanie jest czymś, co nazywamy "acting out" - odreagowaniem nie ukierunkowanym na rzeczywiste źródło stresu.

Wielu obsesyjnych kochanków reaguje na ból odtrącenia nieświadomie zwracając się przeciw sobie. Postępowaniem tym naruszają swoje własne emocjonalne, a nawet fizyczne dobre samopoczucie.
Obsesorzy karzący samych siebie często uciekają się do nadmiernego picia, palenia, przejadania się, lub niedojadania, w pracy są nieuważni, nerwowi i rozkojarzeni, śpią za dużo, lub zbyt mało, zaniedbują przyjaciół.

Gdy obiekt obojętnieje, obsesorzy zaczynają próbować tak nim manipulować, by spotkania odbywały się częściej, sięgają do pozornie nieszkodliwej taktyki pogoni: tworzenia pretekstów do kontaktowania się, samodzielnie podtrzymując w ten sposób związek.
Jest to bardzo szkodliwa praktyka.
Własne zachowania powodują że czujemy się upokorzone.
Od nas wychodzi cała inicjatywa, my go ścigamy.
Ofiarujemy mu wszystko, a on nie daje nam nawet tej satysfakcji, by cokolwiek przyjąć.
Wymyślając preteksty do spotka próbujemy zwalczyć swoje poczucie bezsilności wobec sytuacji, która wymyka się spod kontroli.
Telefon jest jednym z najpowszechniejszych narzędzi służącym obsesorom do uzyskania kontaktu z niechętnym obiektem.
Dla obiektu wszystko to wygląda na zwykłą manipulację.
Reakcją jest zazwyczaj złość i jeszcze bardziej zdecydowane odtrącenie, bowiem obiekt zapędzony w ślepą uliczkę broni się w jedyny, dostępny mu sposób.

Jeżeli ktokolwiek robi z obsesora ofiarę,
to tym kimś jest on sam.

Obsesorzy często śledzą swój obiekt, sprawdzają, podsłuchują, kontrolują...
Bez względu na to, jak często obiekt okaże się niewinny, obsesor nie ma gwarancji, że w przyszłości nie pojawią się nowe wątpliwości.

Obsesyjna pogoń tworzy wyczerpujący, samonapędzający się cykl, który sprawia że obsesorzy czują się coraz bardziej beznadziejnie, coraz boleśniej poniżeni.
Im gwałtowniej wyładowują swoje emocje, tym bardziej zrażają swoje obiekty, tym gorzej się czują, a im gorzej się czują, tym bardziej są skłonni próbować uniknąć bólu przez coraz silniejsze zachowanie acting out. W ten sposób obsesyjna pogoń napędza sama siebie.

Większość obsesyjnych kochanków osiąga w końcu punkt krytyczny, po którego przekroczeniu nie da się już opanować frustracji związanej z niepowodzeniem pogoni.
Ich optymistyczne fantazje na temat ożywienia związku wypierane są przez niewesołe przekonanie, że obiekt celowo rujnuje ich życie.
Są wściekli na tę osobę, że ich zdradziła, że celowo pozbawia ich tak potrzebnego im uczucia.
Wściekłość podsyca jeszcze bardziej ogień obsesyjnej namiętności.
Wściekłość nigdy całkowicie nie pochłania obsesyjnej miłości; przeciwnie, wraz z miłością walczą o dominację w duszy obsesora, odbijając się w niej, jak piłeczka pingpongowa.

Obsesorzy, których pociągają kochankowie słabi, z problemami, wierzą, że bez względu na rodzaj problemu są w stanie mu zaradzić. Wierzą, że jeśli tylko będą kochali wystarczająco mocno, wystarczająco dużo z siebie dawali, wystarczająco dużo robili i wystarczająco mocno troszczyli się o obiekt, wówczas uda im się uratować kochanka przed jego osobistymi demonami i wejść z nim w idylliczny związek, którego tak bardzo pragną.
Zespół silnych przekonań tego rodzaju nazywamy "kompleksem wybawcy", obsesorów zaś, którzy się nimi żywią - "wybawcami".
Rola wybawcy wiąże się silnie z naszym pragnieniem dawania, bycia potrzebnym i postrzeganym jako człowiek dobry i współczujący. Dla wybawców stanowi to fundament poczucia własnej wartości i podstawę samookreślenia; to cel ich istnienia.
Życie wybawców jest zdominowane przez intensywną potrzebę bycia potrzebnym.
Wyraża się to w bardzo szczególny sposób.
Wybawcy czują się szlachetni, gdy dźwigają część ciężaru problemów swoich partnerów.
Czują się potrzebni, gdy uda im się część z nich rozwiązać.
Czują się niezastąpieni, gdy ich pomoc staje się czynnością ciągłą, a kochanek jest od nich uzależniony. Kiedy zaś wierzą, że on nie może się bez nich obyć, wówczas, na pewien czas mogą stłumić swoją największą obawę - strach przed opuszczeniem.

W przeciwieństwie do legendarnych wybawców,
obsesyjni kochankowie nigdy nie zwyciężają.

Łączą ich związki z kimś, od kogo w zamian nie otrzymują prawie nic.
Mają poczucie odrzucenia pomimo fizycznej obecności partnera, ponieważ jest on emocjonalnie niedostępny, nie jest w stanie ich kochać, pomagać, a nawet doceniać.
Partner emocjonalnie niedostępny odtrąca w takim samym stopniu jak ktoś, kto odchodzi.

W związkach z kochankami, którzy mają różne problemy, wybawcy często znajdują się w takiej sytuacji, że jednocześnie kochają i nienawidzą. Im więcej partnerzy będący w kłopotach biorą od swoich wybawców, tym bardziej czują się uzależnieni, a im większa zależność, tym większa ich wściekłość z powodu utraty zdolności do kierowania własnym życiem.

Dawanie i branie, plany, marzenia i doświadczenia - to wszystko składa się na emocjonalną bliskość. W zdrowym związku dawanie i branie mogą przeplatać się w zależności od naporu codziennych stresów - nikt nie jest w stanie kochać i dawać dwadzieścia cztery godziny na dobę.
W związku wybawcy niedostępność emocjonalna partnera bywa jednak częściej regułą, niż wyjątkiem.

Na początku każdego związku wszyscy odbieramy różne wskazówki co do osobowości i charakteru naszego partnera.
Z chwilą jednak, gdy zawładnie nami kompleks wybawcy, interpretacja tych wskazówek ulega zniekształceniu w taki sposób, by mogły one służyć misji ratunkowej obsesora - bez względu na to, jakie bajki opowiada kochanek. Typowym zachowaniem wybawcy jest kłamstwo w interesie kochanka i usprawiedliwianie go, osłanianie go, obrona przed resztą świata i nim samym.
Wybawcy często wplątują się w związki z socjopatami, ponieważ są dawcami, a dawcy stanowią łatwy łup dla drapieżnych biorców.
Socjopaci mają dodatkową przewagę: często są nadzwyczaj biegli w sztuce uwodzenia.
Niestety, celem ich zabiegów nie jest miłość, lecz interes własny i dobra materialne.

Większość ludzi błędnie uważa, że informujemy o naszych uczuciach przede wszystkim mówiąc o nich. Badania psychologiczne wykazują jednak, że aż 75% informacji przekazujemy bez słów.
Język ciała i zachowanie są często bardziej wymowne niż słowa.

Wielu obsesyjnych kochanków okazuje denerwującą głuchotę na najbardziej nawet wyraźne, dobitne, niedwuznaczne i zdecydowane oświadczenia.
Przyjmują oni najmniejszy objaw przyjaźni, a nawet zwykłej ciekawości, za oznakę tego, iż obiekt jest wciąż wobec nich ambiwalentny, a więc prawdopodobnie można go odzyskać.

Nie przyjmowanie do wiadomości jest jednym z naszych najbardziej podstawowych i skutecznych mechanizmów obronnych. Może się wydawać, że chroni ono nas przed bólem, jednak nie pozwala nam go uniknąć - jedynie chwilowo go odsuwa. Można oszukiwać się tylko przez jakiś czas.
Im dłużej nie przyjmujemy prawdy do wiadomości, tym więcej sprawia ona bólu, aż wreszcie staje się trudna do wytrzymania.
Nie przyjmowanie do wiadomości zawsze prowadzi do autodestrukcji.