Skąd się biorą nasze obsesje

Cóż to za tajemnicza siła, która popycha obsesyjnych kochanków do odczuwania, myślenia i działania tak bardzo sprzecznego z potrzebą równowagi emocjonalnej, zdrowym rozsądkiem i miłością ?
Czemu obsesorzy są tak wymagający?
Czemu są tak rozwścieczeni ?
Tak wystraszeni?
Tak niepewni ?

Zacznijmy od momentu, w którym uczymy się obsesyjnego zachowania:

Jako niemowlęta jesteśmy istotami działającymi często emocjonalnie. Gdy nasze podstawowe potrzeby nie są zaspokojone - gdy jesteśmy głodni, zmęczeni, jest nam zimno, mokro, niewygodnie, albo coś nas boli - stajemy się przygnębieni i zdenerwowani.
Ale kiedy znajdziemy się bezpiecznie w ramionach matki i ciepłe mleko zaspakaja nasz głód, wówczas doznajemy prawdziwej błogości, stanu doskonałego połączeni z matką, całkowitego bezpieczeństwa, ciepła i spełnienia.
Nasz wszechświat jest po prostu wewnętrznym światem potrzeb i zadowolenia, pragnienia i błogości. Poza własnym istnieniem niczego nie doznajemy.
Matka stanowi część nas samych. Ja i Mama to jedność.
Dziecko stopniowo uświadamia sobie, że źródła zaspokojenia potrzeb, na których przywykło polegać, znajdują się poza nim, nie są jego częścią. Poczucie doskonałej jedności, absolutnej łączności z matką, musi wówczas lec w gruzach. Wszystko na co w swoim mniemaniu dziecko mogło liczyć, okazuje się niepewne. Grunt zaczyna mu się usuwać spod nóg akurat wtedy, kiedy zaczyna uzyskiwać równowagę emocjonalną.
Po raz pierwszy doświadcza obawy, że matka może nie przyjść, kiedy będzie jej potrzebować.
Po raz pierwszy w pełni odczuwa pierwotny strach przed opuszczeniem.
Oddzielenie się od matki jest burzliwym, stresującym, narastającym i gasnącym zmaganiem między naturalnym pragnieniem bycia kimś oddzielnym, a strachem przed utratą bezpieczeństwa, jakie gwarantuje błogie połączenie.
Proces ten, który ciągnie się przez dzieciństwo i dorastanie, dla niektórych nie kończy się nawet, gdy wejdą w dorosłe życie.
Niezależnie od wieku i płci działa w nas nieuświadomiona część naszego ja, która pragnie odzyskać ten błogostan pierwotnej symbiozy, powrócić do bezpiecznego stanu jedności z matką.
Oczywiście, nie jest to możliwe, ale tęsknota za odczuciami, jakie nam ten stan zapewniał, pozostaje w nas głęboko zakorzeniona.

Jesteśmy w stanie rozwinąć wystarczające zaufanie do siebie i innych, konieczne do pokonywania burzliwych, nieznanych wód pogłębiającej się separacji, tylko wtedy, gdy rodzice zaspokoili w zadowalającym stopniu naszą potrzebę szacunku, miłości, akceptacji i bezpieczeństwa.
Jeśli dzieci czują się opuszczone, to zazwyczaj tracą odwagę do oddzielenia się, tak jakby wraz z pierwszym krokiem postawionym na linie usunięto siatkę zabezpieczającą. Niszcząc naszą pewność siebie i zaufanie do innych, tak potrzebne w drodze do niezależności, rodzice uniemożliwiają odłączenie się; sprawiają, że proces ten ulega zakłóceniu, będzie wynaturzony.
Pozornie możemy sprawiać wrażenie coraz bardziej niezależnych, ale wewnętrznie jesteśmy przerażeni i rozpaczliwie usiłujemy przywrócić połączenie z nieosiągalnym już pierwotnym uczuciem całkowitego zaspokojenia i bezpieczeństwa.
Dla obsesyjnych kochanków chęć odzyskania owego błogiego połączenia jest czymś więcej, niż tylko pragnieniem; to przytłaczający przymus - nazywamy go "przymusem połączenia".

Odrzucenie jest najgorszym koszmarem obsesorów, czują bowiem, że emocjonalny ratunek jest w zasięgu ich ręki. Odrzucenie jest jak magiczne drzwi, które zatrzaskują im się przed nosem.
Wciąż kołaczą do tych drzwi, ale są to już drzwi obiektów ich obsesyjnej miłości, a nie rodziców.
Są przekonani, że właśnie za tymi drzwiami znajduje się jedyne antidotum na samotność, rozpacz i opuszczenie, nadzieja powrotu do stanu pierwotnego zespolenia.
Gdy obsesor wyczuje, że jego mistyczne, nieuchwytne odczucie owego czystego połączenia jest w zasięgu ręki, wówczas wszystko inne staje się dla niego nieważne.
Wali w drzwi w zapamiętaniu, błagając o pomoc, ale nikt nie otwiera, nikt nie przybywa na ratunek. Dziecko z niezdrowej rodziny wciąż napotyka zamknięte drzwi.
Bez względu na to, czy odrzucono ich rzeczywiście, czy tylko doznają frustracji, ponieważ ich potrzeby są zbyt nienasycone, by dało się je zaspokoić, obsesyjni kochankowie muszą wciąż od nowa uśmierzać swój ból, strach i rozpacz z czasów dzieciństwa.
Przymus połączenia jest nieodmiennie reakcją na owe, dziecięce odczucia.

Odrzucenie w życiu dorosłym otwiera bolesne rany z dzieciństwa. Nagle na nowo rozpoczynamy dawne, znane sobie zmagania, ponieważ jednak jako dorośli jesteśmy więksi, silniejsi, mądrzejsi i odporniejsi, szanse wydają się nam wyraźnie większe. Spodziewamy się, że po latach cierpień w końcu tę walkę wygramy.
Nasze obiekty nieświadomie ofiarowują nam niespodziewaną, cudowną drugą szansę, życiową możliwość. Ogarnięci nierealistycznym optymizmem, raz jeszcze przyjmujemy wyzwanie do walki z odrzuceniem.
W niektórych związkach obiekty obsesyjnych uczuć od samego początku przyjmują postawę odrzucającą. Jednakże w związkach, w których obiekty przynajmniej w jakimś stopniu kochają i akceptują partnera, obsesorzy odczuwają nieuświadomioną potrzebę znalezienia sposobu na przyśpieszenie odrzucenia.
Ponowne przeżycie dziecięcego odrzucenia w dorosłym związku jest podstawową potrzebą wszystkich obsesyjnych kochanków.
Bez odrzucenia nie ma walki, a bez walki nie ma szansy na zwycięstwo. Rozwiązaniem jest tu przekształcenie kochanka w "symbolicznego rodzica", zastąpienie nim oryginału.
Przekształcając kochanka w symbolicznego rodzica obsesorzy nie tyle ponownie przetwarzają zwykłe dziecięce wyobrażenia na temat mamy i taty, ile odtwarzają tragedię dzieciństwa.
Ich związek staje się teatrem, w którym wystawiają starą, ponurą sztukę z nowym, ekscytującym aktorem w obsadzie. A jedynym celem tego przedsięwzięcia jest przydanie owej starej sztuce nowego zakończenia.

Obsesyjni kochankowie kojarzą miłość z wielkim dramatem, czyli takim klimatem emocjonalnym, w którym stres, chaos, nieobliczalność, podniecenie, wściekłość i miłość są beznadziejnie wymieszane.
Gdy obsesyjni kochankowie wychowani w takiej atmosferze odtwarzają w dorosłych związkach swe dziecinne zmagania, wówczas niezmiennie odtwarzają również znajomy niepokój wielkiego dramatu.
Bez tego żywiołowego niepokoju obsesorzy czują się w swoich dorosłych związkach tak, jakby spuszczono powietrze z ich emocjonalnych opon, jakby ich miłość była beznamiętna i trywialna.

Niepokój jest źródłem wielkiego dramatu. Chociaż wiele osób źle go znosi, dla obsesorów jest on jak impuls elektryczny, który przebiega przez ich nerwy i powoduje, że zagrożenia emocjonalne są tak bardzo podniecające.
Oto uczucie, które sprawia im tyle cierpień nazywają miłością. Czują się jakby tonęli, rozpadali się na kawałki, nie potrafią normalnie myśleć, nienawidzą tego, w co się przeistoczyli, czują się zagubieni, wydaje im się, że wariują... To nie miłość przynosi takie uczucia, lecz obsesja. To nie miłość, lecz ciągły kryzys emocjonalny.
Obsesja stanowi wyraźne niebezpieczeństwo dla twojego dobrego samopoczucia psychicznego (lub fizycznego). Niebezpieczeństwo to jednak często jest jedynym dzwonkiem alarmowym dostatecznie głośnym, by cię obudzić i zasygnalizować ci potrzebę zmiany i wyzwolenie się z tej obsesji.