Praca nad własnym rozwojem duchowym

  1. Rezygnacja z upartego naginania świata do własnej woli, z chęci, żeby sprawy szły tak, jak wg. ciebie powinny.

    Musisz przyjąć do wiadomości, że możesz nie wiedzieć, co jest najlepsze dla ciebie, czy dla kogoś innego w danej sytuacji.
    Uparte trzymanie się własnej woli oznacza, że tylko ty znasz wszystkie odpowiedzi, a rezygnacja z niej - zgodę na to, by się poddać, otworzyć i spokojnie czekać, aż ktoś, lub coś ukaże ci właściwą drogę.

  2. Nie musisz wszystkiego trzymać w garści, nie musisz wiecznie kierować swoim partnerem.

    Nikt nie musi się zmieniać po to, byś ty się dobrze czuła. Zmieniaj wiec siebie, a nie innych.
    Twoje życie i szczęście bardziej teraz zależą od ciebie i są mniej podatne na działanie innych.

  3. Przestań kierować i rządzić innymi (przestań ciągle udzielać pomocy i rad, przestań wiecznie się opiekować).

    Oznacza to również, że masz przestać go obserwować.
    Nie zwracaj tak bacznej uwagi na to, co on robi, zajmij się raczej własnym życiem. Jeśli jesteś zajęta swoimi sprawami, łatwiej ci będzie przestać interesować się partnerem).
    Rezygnacja z kierowania i rządzenia, to także rozstanie się z myślą:
    "Będę szczęśliwa, kiedy on się zmieni."
    On się nigdy nie zmieni.

    Jak długo jesteś skupiona na wysiłkach, żeby zmienić kogoś i czujesz się bezsilna (jesteśmy zawsze bezsilni usiłując zmienić kogokolwiek poza sobą), tak długo nie możesz swojej energii skierować na pomoc dla siebie.

    Najwięcej troski i bólu przysparza nam bezowocny wysiłek kierowania i rządzenia innymi. Przypomnij sobie wszystkie swoje zabiegi: niekończące się przemówienia, błagania, przekupstwo, wymówki, manipulacje, wszystkie sposoby, których się bezskutecznie chwytałaś.
    A jak się czułaś po każdym takim nieudanym występie? Twój szacunek dla siebie zmniejszał się o jedno oczko, robiłaś się coraz bardziej niespokojna, bezradna i wściekła.

    Jedyna droga wyjścia, to dać sobie spokój z tym, na co nie masz rady - z nim i z jego życiem.

  4. Nie musisz koniecznie wygrać, nie musisz wcale walczyć, ani też zmuszać swojego partnera do tłumaczenia się ze swojego postępowania.

    Niech się nie czuje ciągle winny.

  5. Odmów brania udziału w grach psychologicznych.

    Wymaga to umiejętności powstrzymywania się od odpowiedzi w jakikolwiek dobrze ci znany sposób, co pozwoliłoby grze toczyć się dalej.
    Nie robiąc mu żadnych wyrzutów, on pozostanie ze swoją winą, a ty, nie poczujesz cierpienia z powodu jego postępowania i zachowasz godność. To niezwykle krzepiące doświadczenie nie dać się wciągnąć w walkę ukrytą w wymianie zdań typu wybawca - prześladowca - ofiara.
    Zajmowanie którejkolwiek z tych pozycji oznacza, że włada tobą ktoś inny, uniemożliwiając ci osiągnięcie równowagi i szczęścia.
    Zamiast się denerwować i dodatkowo podniecać ( czekając na telefon, wizytę, odpowiednią reakcję itp. ) powiedz sobie afirmacje:

    "Moje życie układa się cudownie"
    "W każdej godzinie i każdego dnia, jest pełne spokoju, bezpieczeństwa i pogody ducha".

    Ponieważ nie sposób być w dwóch sprzecznych ze sobą nastrojach naraz, staniesz się spokojna i odprężona.

  6. Będziesz także musiała nauczyć się żyć bez całego tego podniecenia, wiążącego się z walką, tych zabierających czas i niszczących zdrowie dramatów, w których brałaś udział.

    Oznacza to, że masz teraz możliwość surowego oceniania obecnego życia, zarówno, jeśli chodzi o sprawy pozytywne, jak i negatywne - nie przynoszące ci zadowolenia.

  7. Weź życie w swoje ręce, nie uzależniając swojego szczęścia od kogokolwiek.

    Póki nie weźmiemy odpowiedzialności za swoje życie i swoje szczęście, nie jesteśmy istotami dojrzałymi, lecz nadal dziećmi - zależnymi od innych, przerażonymi dziećmi w skórach dorosłych.

    "Im mniej potrzebujesz partnera, tym lepszym partnerem się stajesz - i tym ciekawszego partnera zainteresujesz."

  8. Stawiaj wyżej swoje dobre samopoczucie, pragnienia, pracę i działalność ponad potrzeby innych. Oczekuj, a nawet domagaj się, by okoliczności i stosunki układały się jak najprzyjemniej dla ciebie.
  9. Nie staraj się dyskutować, tłumaczyć, czy przepraszać.

    Pozostań tak zrównoważona i pogodna, jak to tylko możliwe i rób dalej swoje.

  10. Wsłuchaj się w siebie i idź za głosem wewnętrznym, który ci powie, co jest dla ciebie dobre i słuszne.

    Gdy stajemy się zdrowsze i bardziej zrównoważone, przyciągamy automatycznie zdrowych i bardziej zrównoważonych mężczyzn. Gdy o coś mniej zabiegamy, upragnione rzeczy zjawiają się niespodziewanie.

  11. Musisz okazać chęć dawania innym nie oczekując nic w zamian.

    Nasze "dawanie" w okresie, gdy kochałyśmy za bardzo, było swego rodzaju manipulowaniem.
    Teraz jesteśmy dostatecznie wolne, by dawać bez liczenia na cokolwiek. Skoro miłość kojarzyła się z szaleństwem, cierpieniem, strachem, wyczekiwaniem - brak tego powoduje, że nie wiemy, czy naprawdę kochamy.
    Przywykłaś do niepewności i różnych tęsknot, powodujących mnóstwo dodatkowego bicia serca: Zrobi, nie zrobi ?, Przyjdzie, nie przyjdzie ? Zadzwoni, nie zadzwoni ? ..., ponieważ nieposiadanie czegoś jest o wiele bardziej pobudzające, niż posiadanie.

Opętanie, to nie miłość, to właśnie opętanie.

W przypadku nowej znajomości, nowego związku, ogarnia nas panika, że pewnie to nie miłość, bo nas nie opętała. Wszystkie te mocne uczucia podniecenia i denerwujące niepewności, nawet lęki, przyczyniają się do tej bomby zapalnej, którą zwykliśmy nazywać miłością.

Kobiety kochające za bardzo marnują czas, energię i w ogóle życie używając seksu jako narzędzia, żeby zmienić kogoś, kto nie jest zdolny ich kochać, w kogoś, kto zechce.
Z jednej strony samotność każe im poszukiwać jakichś relacji uczuciowych, a z drugiej strach (przed prawdziwą bliskością i otwartością) nakłania je do szukania ludzi, z którymi nic z tego nie wyjdzie.

Uświadom sobie, co robisz i postaraj się ten proces zatrzymać.

Zmień swój sposób myślenia, odczuwania i postępowania.

To, co kiedyś wydawało się zwyczajne i normalne, teraz okazuje się nie do przyjęcia.

Dokonuj własnych wyborów, umożliwiających ci lepsze samopoczucie i życie.

Dotąd trzeba było zapracować na uczucie, znosząc cierpliwie pouczenia, ofiary i cierpienia, a także uciekając się do atrakcyjnego seksu, pysznych posiłków, czy tym podobnych rzeczy.
Teraz jednak, powinnyśmy być gotowe pokochać i zaakceptować siebie i nie dokładać starań, by podobać się innym, by przedstawiać się w sposób obliczony na aprobatę i miłość.
Ale nie jest łatwo powstrzymać się od tych zabiegów.
Zamiast działać, jak dotąd, po prostu będziemy takie, jakie jesteśmy, a mimo to warte miłości.

Kiedy jesteśmy gotowe dać się poznać drugiemu człowiekowi bez osłonek, musimy przezwyciężyć strach przed odrzuceniem, ale także musimy unikać ludzi, których postawy i zachowania wobec nas mogą budzić strach.
Usuwanie barier może jednak nastąpić tylko wobec przyjaciół, z którymi stosunki oparte są na prawdzie, zaufaniu, szacunku i wzajemnym respektowaniu uczuć. Wtedy starajmy się być o wiele uczciwsze, bardziej tolerancyjne, szczerzej kochające.
Nie odczuwamy we wzajemnych stosunkach napięcia i możemy się nimi cieszyć, bo te same uczucia żywimy do siebie.
Mamy więcej wewnętrznej wolności w realizowaniu potrzeb i zainteresowań, co powoduje u najbliższych podobną reakcję.

Szanuj cudze prawo do odrębności, chociaż pragniesz, żeby twój partner był inny, będziesz wtedy wolna od nieustannych prób przeobrażenia tego, czego przeobrazić się nie da.

Nie uzależniaj własnego szczęścia od zmiany w drugim człowieku.

Dopóki nie zaakceptujesz partnera takim, jakim jest, trwać będziesz w bezruchu, zamierać w oczekiwaniu, aż partner cudownie odmieniony, pozwoli ci zacząć nowe życie.

Pozwól, aby wasze życie po prostu płynęło, zamiast wciąż stawać życiu na drodze i wymuszać taki bieg wydarzeń, na jakim ci zależy.

Główna sprawa polega na tym, by zacząć wieść spokojne i satysfakcjonujące życie bez oglądania się na kogokolwiek.

Strach przed zmianami, przed rezygnacją z tego, cośmy znały, robiły i myślały do tej pory, utrudnia nam zgodę na przemianę, na zmienienie siebie w osobę kochającą zdrowiej, bardziej twórczo i prawdziwie.
Powstrzymuje więc nas strach przed nieznanym.